30 dniowa porażka – Zdrowe odżywianie

30 dniowa porażka – Zdrowe odżywianie

Nie jest łatwo przyznać się do porażki. Z wielu względów. Szczególnie jak próbuje się coś zrobić publicznie. Dlatego też trochę zajęło napisanie tego podsumowania. Wyzwanie poległo. Najciekawsze z tego wszystkiego są chyba wnioski nt. samego wyzwania, sposobu jego realizacji jak też samej sensowności 30-dniowych wyzwań.

Chcesz się dowiedzieć jak tego nie robić to czytaj dalej ;).

Wszystkie założenia można przeczytać we wstępie do wyzwania. Tutaj skrótowo napiszę o co chodziło.

Cel:

  • jeść “zdrowo”, a w domyśle, żeby stracić na wadzę
  • nauczyć się nie poddawać, gdy napotkam na trudności

Głównie postanowiłem skupić się na jedzeniu posiłków w sensownych odstępach czasu 2,5 – 3,5 godziny i pić odpowiednio dużo wody.

No i generalnie tak. Początek był mega łatwy. Ale później doszedłem do ciekawych wniosków, bo się posypała całość:

  • Informowanie otoczenia o swoim celu to tylko wywieranie na siebie presji. Dla niektórych to dobry motywator, w moim przypadku cokolwiek co w jakikolwiek sposób ogranicza moją wolność budzi naturalny opór. Łatwiej jest mi realizować na co dzień cele nie informując o tym ludzi. Chociaż inaczej. O moich celach rozmawiam z moim otoczeniem, bo dzięki temu mogę przedyskutować wnioski, nauczyć się czegoś, zdobyć informacje i pomysły, które mi pomogą.

Deklarowanie celu kilku tysiącom ludzi, których nawet się nie znam wywołuje ciekawy efekt. Jeden to taki “nie mogę dać ciała”, a drugi wracając do rozmowy z Arturem o pewności siebie “i tak to nikogo nie obchodzi” ;). Ciekawy element sprzeczności. Podobnie to wygląda z Facebookiem. Każdy ma wrażenie, że ludzie non-stop go obserwują. Ciekawe, czy tak jest naprawdę ;).

Net: rozdzielając te dwa strumienie od siebie. Pomaga przypominanie sobie: przecież się zobowiązałem (ale przeszkadza, że to bardziej przymus). Lepszym rozwiązaniem jest podjęcie takiego wyzwania i podzielenie się nim kimś bliskim, kto jest zainteresowany naszym sukcesem.

  • Wyznaczenie sobie celu i początkowe zainteresowanie ludzi sprawia, że moja potrzeba uznania została zaspokojona i nie muszę się starać. Paradoks, o którym słyszałem i faktycznie działa.  Tutaj można posłuchać o nim na TED
  • Warto dzielić się celem z osobami, którym zależy i które mogą wam pomóc
  • Świat jest zajęty sobą i o tym wyzwaniu i tak nie będzie pamiętał 😉
  • Właściwe wyzwanie warto poprzedzić jakimś “rozruchem”, żeby wiedzieć o co tak naprawdę chodzi
  • Wyzwanie powinno łączyć się z twoimi osobistymi celami. Nagle rzucanie się na wyzwanie “codziennie robię 1 zdjęcie” może być i fajne jako eksperyment, na pewno jest medialne, ale może są jakieś inne, które są Ci bardziej potrzebne?
  • Realizując swoje wyzwanie lepiej robić to prywatnie, bo może się okazać, że trzeba je przedefiniować w trakcie.

Na czym głównie poległem:

  • nie miałem poczucia, że do czegokolwiek, poza udowadnianiem komuś, że to warto zrobić
  • nie czułem, że to doprowadzi do jakiejkolwiek sensownej zmiany
  • … lubię słodycze 🙂

Czego się nauczyłem?

  • 30-dniowe wyzwanie musi być moje i mieć wartość niezależnie od tego, czy je upublicznię, czy nie
  • W razie wątpliwości co do celu trzeba dalej szukać, a nie poddawać się (ta historia ma dalszy ciąg, o którym zaraz opowiem)
  • “Spinanie” się jest najgłupszym podejściem do realizacji celów, które są mocnym wyzwaniem. Trzeba mieć z tego FUN. Nie ma zabawy, to jest to bez sensu.

Dalszy ciąg tej historii jest taki, że przestawiłem się na dietę wegetariańską (w ciągu ostatnich 30 dni i spokojnie udało mi się w niej wytrwać. Przez 1 tydzień musiałem wspomóc się rybami, bo niczego innego nie było w pobliżu). Okazało się, że jest super i z tym nie ma problemu. Dostaję do domu gotowe potrawy, są zróżnicowane, nie brakuje mi mięsa. W niedzielę po ponad miesiącu spróbowałem schabowego i czułem się tak sobie. Kontynuuję ten kierunek.

Usłyszałem od Bartka, mojego trenera: “A może ty pogniewaj się ze słodyczami a nie z mięsem?”. Wziąłem sobie to do serca. Pogniewałem się ze słodyczami. I jakoś jestem w stanie bez nich żyć. Drugi tydzień się zaczyna i nie tęsknię. To zdecydowanie miliony kalorii, które stały na drodze.

Tak, czy inaczej. Raczej 30-dniowe wyzwania pozostaną domeną Kuby. Ja się wolę skupić na moim “Projekcie 100”. Już niedługo kolejne przeżycia i wnioski do kolekcji :).

Jakie były twoje doświadczenia z deklarowaniem celów innym? Jak podchodzisz do zdrowego odżywiania? Na ile to dla Ciebie ważne?

[scg_html_mariuszkapusta]

Mariusz Kapusta
Mariusz Kapusta
Mariusz Kapusta - Ekspert zarządzania projektami z ponad 15 letnim doświadczeniem, trener i przedsiębiorca. Od prawie 7 lat jest też właścicielem firmy Leadership Center. Autor książki „Zarządzanie projektami krok po kroku” i twórca metody 12 pytań, które w bardzo prosty sposób uczą zarządzania projektami. Z pasją tworzy gry symulacyjne dla managerów. Triathlonista i maratończyk. Wielbiciel Rozwoju Osobistego, czemu daje wyraz na MariuszKapusta.pl

3 Comments

  1. Mariusz pisze:

    Ciąg dalszy historii. Dieta wegetariańska daje radę. Po spotkaniu z moim dobrym znajomym z licemu (teraz szanowanym lekarzem 🙂 ) dostałem dodatkowe wyjaśnienie. Przestawienie się organizumu sprawia, że uruchamiają się mechanizmy oczyszczające, stąd takie dobre samopoczucie.

    To podobne jak przy innych zmianach w życiu :D. Stąd prawodopodobnie pojawi się znowu chęć do zmiany diety za jakiś czas. Dla mnie ok. Zobaczymy co z tego wyniknie.

    Generalnie mój najważniejszy wniosek. Eksperytment zdrowe odżywianie dopiero się zaczął tak naprawdę. Zaintrygowało mnie co z tego co jemy jest zdrowe a co nie. Jak się produkje żywność.

    I najważniejsze co do mnie dotrało: Jak mało wiem na tema tego jak działa metabolizm po 12 latach zakuwania biologii (podstawówka + licemu). A jeszcze ciekawsze jest jak zdrowe odżywiania i jego zasady są bliskie zasadom zdrowego biznesu. Ale to już inny post 🙂

  2. Pagan pisze:

    Z czystej wrodzonej złośliwości: nie wiem w jakich latach podstawówka obejmowała biologię od 1 klasy 🙂

  3. Mariusz pisze:

    @Pagan: oj rany. Faktycznie, w klasach 1-3 było środowisko. To porządkuje wszechświat i dotyka sedna. I żeby być precyzyjnym w licemu miałem tylko biologie w klasie 1-3 na szczęście. To by usprawiedliwiało, że biologii było tylko lat 6. To by wiele wyjaśniało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powered by WishList Member - Membership Software